|
|

|
|
klocki.eblog.pl
|
|
|
|
|
godz: 20:32 data: 2011.08.8 Środek historii
Baliśmy się tego wyjazdu... Udało się jednak. To moja opinia, jednak jestem przekonany, że Anioła ją podziela, bo w niewyjaśniony sposób myślimy podobnie... Zdarzało nam się wpaść jednocześnie na takie same pomysły dosłownie w tej samej chwili. Piękne, prawda? Muzyka zawsze nam dopisywała, albo klimatem, albo wręcz słowa piosenek mówiły o tym, co się akurat pomiędzy nami działo. Kiedyś napiszę o przeszłości naszych splotów. Splotów okoliczności, splotów zależności i splotów cudowności. Mam nadzieję, że nie napiszę o splotach kłopotów, bo tych mam już pod dostatkiem. O nich też będzie później. Dopiero zaczynam pisać. Komentuj(0)
godz: 20:23 data: 2011.08.7 Środek historii
Nie jestem uporządkowany. Zacznę więc od środka. Nawet nie od tyłu ... Kasię Kowalską lubię, ale nie tak bardzo, żeby o tym kiedykolwiek komukolwiek zakomunikować. Teraz jednak śpiewa ku czci Grzegorza Ciechowskiego. Uświetniła się nim, więc zdaje się być atrakcyjna w tym mgnieniu mojego oka. Siedzę i słucham... Telefony w mojej głowie ... telefony, telefony. Ja często dzwonię do Anioły. Anioła ma cierpliwość do mnie, więc mogę sobie na to pozwolić. Anioła ma taką spokojną twarz. Ma takie śliczny pieprzyk na bródce, który jej dodaje uroku. Gdy je pstrąga - on się porusza- ten pieprzyk rzecz jasna. Przecież, że nie pstrąg. Brodka ostatnio Aniole nie dała spać, męcząc jej myśli jakąś piosenką. Nie wiem jaką, bo Anioła nie powiedziała mi o tym na tyle wyraźnie, żebym zapamiętał. Spałem wtedy po raz pierwszy od wielu tygodni spokojnie obok niej. Anioła się często śmieje. Gdy się uśmiecha - świeci jak przeciwlotniczy szperacz z II Wojny Światowej – aż oczy trzeba mrużyć. Babcia połatała jej portki, które obcięła sobie przez przypadek. Ma babcię, to i ma łatki. Dlaczego nie miałaby mieć połatanych dżinsów? Szczególnie, że za nimi przepada. Miała je na sobie, gdy wyjeżdżaliśmy z Warszawy. Piszę o pieprzyku i łatkach, żeby w ogólnym zarysie nakreślić Anioły uroczą powierzchowność. Uszczegółowię swoje przemyślenia nieco dalej. Przez tydzień w Cisnej mieszkaliśmy w „Chacie pod Ryczywołem”. Stamtąd robiliśmy wypady w różne rejony Bieszczadów. Takim małym mostkiem, wykonanym z połączonych desek przechodziło się przez kanał z wodą wprost na tory kolejki wąskotorowej, aby następnie dotrzeć na kolację w jednej z nieodległych restauracji. Nie idźcie do „Łemkowyny” w Cisnej. Mam wrażenie, że to jest jakieś zagięcie czasoprzestrzeni, prowadzące do alternatywnej rzeczywistości. Niby można tam coś zjeść i wypić piwo, ale niestety tylko w określonych warunkach. Gdy są posprzątane stoliki, goście są namawiani do przeniesienia się do tych jeszcze brudnych, a gdy się sączy piwo godzinę przed zamknięciem lokalu, trzeba koniecznie wysłuchać komunikatu o tym, że właśnie lokal jest zamykany. Piwo staje wtedy w gardle jak suchy patyk. Nie przejechaliśmy się tą kolejką w końcu. Być może dlatego, że gościła na naszym balkonie każdego dnia o 10:15. Akurat wtedy jadaliśmy śniadanie, patrząc jak przejeżdża w odległości dosłownie 20 metrów z wagonikami pełnymi pozdrawiających nas podróżnych. Byliście w Komańczy? Ja z Aniołą byłem przez krótką, zawodną chwilkę. Komańcza jest za Cisną, albo przed nią. Nie mam pojęcia, z której strony nadjedziecie. Jadąc tam zróbcie siku odpowiednio wcześniej, bo tam nie ma gdzie. Widzieliście Połoninę Wetlińską? Jest cudowna. Z turystami pozdrawiającymi się po drodze jeszcze piękniejsza, a z Aniołą wśród turystów to sama siebie zawstydza swym niepowtarzalnym urokiem. Byłem, widziałem, potwierdzam.... Wczoraj był już tylko Sanok i Sandomierz. Gadający GPS. I Anioły strach przed burzą był też. Wróciliśmy do szarej rzeczywistości z Bieszczadów. Pięknie było. To jest właśnie środek mojej historii. Komentuj(0)
Strona Główna |
Księga Gości |
O mnie |
Archiwum |
Linki |
|
|
|